
- Miłosz Wojaczek
- 22 May, 2024
No-Code Event #1 by No-Code Trojmiasto
Tematycznie - zaczęło się bardziej webdesignersko, bo wykorzystanie Webflow, z delikatnymi smaczkami w stronę AI, a potem już AI na całego. Muszę przyznać, że chwilami dla mnie za "twardo" : ) Ciekawym tematem są narzędzia budujące aplikacje za pomocą AI, np. Bubble.io - mimo wszystko w mojej opinii to raczej pod szybki MVP albo żeby pokazać klientowi produkt, który może puścić np. 100/1000 osobom w early accesie i zbierać feedback, a w międzyczasie szukać kasy na lub po prostu budować wersję porządną danej aplikacji.Fajny pomysł na koniec (chociaż było już ciut późno, bo po 21), a mianowicie organizacja panelu dyskusyjnego o wykorzystaniu AI, o postrzeganiu tegoż przez programistów, o przyszłości, itd. itp.Była ekipa zu.agency i chłopaki z tonika : ) fajnie! spotkanie miało miejsce w Kunszcie Wodnym (Instytut Kultury Miejskiej) podobała mi się salka, ogólnie budynek, chociaż niektóre rozwiązania były, ekhm, kontrowersyjne (obrazek poniżej) toaleta koedukacyjna... dwie takie (+ dla niepełnosprawnych i matek z noworodkami)- w środku brak pisuarów, ale za to różowa skrzyneczka z podpaskami :o)

- Miłosz Wojaczek
- 26 Oct, 2021
Kupuję bilet przez aplikację (brrrr!)...
Coś tu nie gra, w tej podróżyChciałem sobie kupić bilet w aplikacji SkyCash Poland S.A.. Szczegółowo wszystko zaplanowałem, zabrałem się do tego odpowiednio wcześnie, zatroszczyłem się o dobry nastrój (by zacząć z poziomu 0 albo +1, bez uprzedzeń). Podobno jest wiele sposobów na zakup biletu już będąc np. w tramwaju, ale ciężko skorzystać z nich jadąc (wchodząc do środka transportu trzeba mieć już skasowany bilet i to bez żadnego "ale" - był o tym nawet artykuł na trojmiasto.pl, jak znajdę, to podlinkuję). Do tego - bardzo trzęsie i mój średniej półki smart-szajs nie był w stanie zczytać kodu z kartki na szybie.Na szybie w tramwaju, również przy motorniczym, mamy informację, jak kupić bilet przez telefon, ale problemy są dwa: gdy pojazd się porusza, to i tak nie udaje się zczytać kodu QR (nie fokusuje), a druga kwestia, to wchodząc do pojazdu trzeba mieć bilet już zakupiony, a biorąc pod uwagę moje boje - raczej nie przejdzie szybka instalacja, rejestracja i zakup biletu w oczekiwaniu na kanarów.Wielomilionowe budżety, nowoczesne technologie, kultura UX...Jestem inny. Ja to wiem. Nie jaram się apkami (bo i po co mi one), funkcjami (albo nie działają, albo mają niską wartość użytkową), przeważnie są wciskane przez sieci żarcio-spożywczo-ciuchowe, by zbierać dane - co, gdzie, w czym spożywam. No tak mam. Ale postanowiłem spróbować, w końcu to już rok 2021, powinno działać, nawet, jeśli to ma być na styku człowiek-urzędasy. Instalacja apki ze sklepu Google'a, za darmo. No, prawie darmo, bo płacimy prowizję za zakup biletów (dawno nie kupowałem pojedynczego biletu, ale jeśli przez telefon jest za 3,60 a normalnie 3,80 to faktycznie - jest taniej), a do tego korzystanie z samej aplikacji wymaga "wydania" sporej ilości nerwów. Najpierw okazało się, że miałem jednak konto rzekomo założone kilka lat temu. Plus taki, że nawet podpowiedziało mi, że był to rok 2016. Ja tego nie pamiętam, ale pewnie tak musiało być, skoro system to wykrył. Oczywiście aby aktywować, musiałem zadzwonić na infolinię. Numer infolinii w apce niestety nie był klikalny (i nie szło go zaznaczyć, by potem wkleić do Telefonu), ale warszawski, realnie krótki - zapamiętałem, wpisałem, zadzwoniłem, posłuchałem informacji o danych osobowych, na szczęście błyskawicznie odebrała miła pani, chwilę pogadaliśmy i miła pani wysłała mi na mejla link do resetu hasła. O dziwo, musiałem dwa razy się weryfikować SMSem przy logowaniu (dlaczego – nie wiem - pierwszy raz to było chyba odblokowanie konta, a drugi raz to było pierwsze logowanie po odblokowaniu, tak mi się wydaje).No to, jedziemy... (?)Zalogowałem się do aplikacji, zgodziłem się na to, tamto, śmamto (wiadomo, przetwarzanie danych i regulamin)... ale o dziwo, apka prosi też o PESEL i numer dowodu... hola! Ale przecież ja chcę tylko kupić bilet, a pani w okienku nie prosi mnie o dowód podczas kupna biletu na tramwaj. System po prostu domyślnie pcha w ścieżkę pełnego zbioru danych, bo "gdybym chciał przesyłać pieniądze aplikacją..." (odpowiedź z infolinii od pana, który już zaczynał się w pewnym momencie denerwować, choć dopiero przy drugiej rozmowie ; ) Goodbye reguło „zbieraj tylko tyle danych, ile jest niezbędne do skorzystania z usługi”.No nic. Wchodzę do apki, oczywiście znowu musiałem się logować numerem telefonu i hasłem, mimo, iż wcześniej ustawiłem sobie PIN (chyba łatwiej wklepać PIN niż telefon i hasło?). Fuks, bo na tym etapie nie przyszedł do mnie już żaden SMS weryfikacyjny/potwierdzający się/upewniający się/przypominający/walidujący. Szczęśliwy, widzę, że mam do wyboru kupno biletu komunikacji miejskiej. Klikam zatem stosowną ikonkę i cyk: mam pola (wszystko okraszone bardzo słabą grafiką, do tego reklamy usług dodatkowych, w strasznie nieprzyjemnej palecie barw):Do wyboru: Normalny / ulgowy.Wybieram normalny.Następnie bilet jednoprzejazdowy – 3,60PLN. [tu miał być zrzut z apki, ale apka SkyCash nie pozwala na zrzut - kolejne GENIALNE rozwiązanie Androida, który wie lepiej od użytkownika co można, czego nie można] Ja naprawdę chciałem dać szansę tej apce...I teraz zaczyna się cyrk. Muszę wybrać liczbę biletów (logiczne) i... numer linii! Numer linii to mus - bez tego nie kupisz biletu i koniec, kropka. Nieważne, że mogę jechać 2-3 czy nawet 4 różnymi tramwajami. I znowu myślę sobie i porównuję do typowej ścieżki zakupowej biletu "w realu" - coś tu znowu nie gra, skoro miało być na skróty i łatwiej - a przecież pani z kiosku nie pyta mnie którą linią chcę jechać. Przecież rodzaj wybranego biletu (1-godzinny czy jednoprzejazdowy czy na nocne, czy nie, itp.) determinuje, z których opcji przewozowych mogę skorzystać! Nie ma czegoś takiego jak "bilet na szóstkę". Swoją drogą – ciekawe, czy wybierając tramwaj linii numer 6 i wsiadając do tramwaju linii np. 5, jadąc identyczną drogę, przy kontroli otrzymałbym karę? Na to, i wiele innych pytań "a co, jeśli..." nie był w stanie odpowiedzieć pan z infolinii SkyCash. Ciekawe, czy w regulaminie ZTM jest takie wyszczególnienie - koniecznie do sprawdzenia! Ach, to jest to cyfrowe ułatwianie życia...na szczęście strona z rozkładem jazdy pozwala się "zrzucić" - tutaj wszystkie opcje z mojego przystanku, czyli pasuje i 5 i 8 i 12 i 6... i 4! Ale nie, w apce muszę wybrać linię... Nie daję za wygraną (?)No nic, wybieram numer linii – niech im będzie, może zdążę. Acha! Bo dopiero na infolinii dowiedziałem się w międzyczasie, że bilet jest ważny na najbliższy przejazd, ale w jaki sposób jest to obliczane – z jakiego przystanku, w którą stronę, w ciągu jakiego czasu – kolejne pytania, które przerosły pana na infolinii.Cały spocony, ale prawie szczęśliwy (no bo w końcu będę mógł pojechać do domu tramwajem) – klikam „Kupuj”.A ku ku!Cytuję, bo przecież nie mogłem zrobić zrzutu:Wystąpił błądBrak wystarczających środków na wykonanie przelewu[OK]Acha... szkoda, że dopiero teraz się o tym dowiedziałem, tj. aplikacja ma jakiś system skarbonki, który należy najpierw zasilić, aby w ogóle marzyć o kupnie biletu. Nie informuje o tym dosłownie na żadnym etapie logowania/rejestracji/pierwszego uruchomienia (samouczek? hahaha... jaki samouczek...).Nie, nie zasiliłem skarbonki.Nie uwierzycie, ale mój bank sprawiał problem podczas zasilenia - nawet zadzwoniłem w tej sprawie na infolinię. Otóż po wyborze banku i wstępnym zalogowaniu, pokazała się lista kont, z których mogę zasilić skarbonkę. Problemem było jednak to, że był to dropdown, który... nie działał! HA HA HA! A że nie chciałem zasilać z konta, które wyświetla domyślnie - porzuciłem ten pomysł. Uwierzycie? Na każdym kroku "coś"!To jest to cyfrowe ułatwianie życia? Dziękuję, idę szukać najbliższego kiosku ruchu.W końcu wkurzyłem się i zasiliłem sobie bilet miesięczny. I na miesiąc mam spokój z biletami. DisclaimerKorzystając z usług, na "dzień dobry" staram się jakby zniżyć poziomem wiedzy, zdolności z zakresu IT, usług cyfrowych, itd. do poziomu powiedzmy "pani Joli". Oczywiście byłbym w stanie zrobić o wiele więcej w scenariuszach tu opisanych, ale przecież te usługi nie są tworzone dla ekspertów. To są usługi tworzone dla "ludu" i staram się zachowywać, działać i myśleć w podobny sposób.CiekawostkaSam już nie wiem, czy zgłupiałem, czy może nie powinienem wymagać pewnych rozwiązań, które mi wydają się oczywiste. Kupując bilet w biletomacie w Gdańsku, mamy wyszukiwarkę stacji. Działa ona w pewien specyficzny sposób. W jaki? Obejrzyjcie filmik obok (lub poniżej, na mobilce). Nie wiem, jak Wy, ale ja, np. odwiedzając taki Berlin, i chcąc kupić bilet na którąś z mniej popularnych stacji (których nie listuje na pierwszym ekranie - szacunek za to rozwiązanie, niespodziewane - na filmiku popełniłem ten błąd, że wybrałem zbyt popularną stację, a była ona widoczna od razu), mimo wszystko wpisywałbym pierwszą literę tej stacji, ale pominąłbym słowo Berlin - np. chcąc kupić bilet do stacji "Zehlendorf" klikałbym jak wariat w "Z". A Wy? Your browser does not support the video tag.
- Miłosz Wojaczek
- 16 Nov, 2019
World Usability Day 2019, edycja trójmiejska
Było fajnie, ciekawie, a w tym roku tematem przewodnim było "Designing for the Future We Want". Posłuchałem, jakim projektantem być, na co zwracać uwagę, w jakim kierunku podążać, do tego parę studiów przypadku.Po kolei.Niestety (znowu), nie byłem w stanie nawet spróbować wziąć udział w którymś z warsztatów (opisy brzmiały ciekawie), byłem na miejscu od rozpoczęcia głównej części konferencji (13:00) do godziny ok. 16. Przechodzę przeziębienie, którego nie chciałem rozbuchać do regularnej grypy, więc gdy tylko poczułem, że "mnie bierze", postanowiłem opuścić wydarzenie.Na początek Staszek Eysmont, którego wystąpienie faktycznie przypominało mały keynote (brakuje mi takiego wystąpienia na WUD-ach). Sporo statystyk, sporo klepania designerskiej braci po plecach, przekonywanie, że jest dobrze, będzie jeszcze lepiej, a mogłoby być o wiele gorzej. Polska to dużo szans, ale niestety wciąż niskie numerki w obszarach innnowacyjności. Lekko, przyjemnie, profesjonalnie. Bez przesadnego optymizmu i słodzenia, ale z delikatnymi docinkami, o których "wszyscy wiemy".Dorota Orzeszek, mocno zorientowana na dostępność, opowiedziała tak naprawdę o podstawach. Podała przykłady i wytłumaczyła główne założenia serwisów, usług, które są dostępne ("accessible") i nie chodzi jedynie o niepełnosprawnych. Z kolei jeśli mowa o tej grupie, główne typy niepełnosprawności, na które powinniśmy zwracać uwagę to problemy z wizją, kinetyką i inteligencją. Dorota słusznie zauważyła liczne podobieństwa do niektórych stanów osób pełnosprawnych. Bardzo podobał mi się przykład poszukiwania np. adresu firmy, do której jedziemy na rozmowę rekrutacyjną. Zdenerwowani, w deszczu, tłoku, z niedoskonałym ekranem smartfona.Acha! I dowiedziałem się o trzech podejściach projektowania (stron internetowych) pod względem przestrzegania zasad dostępności:- po staremu: przełącznik do wersji kontrastowej (Dorota negatywnie wypowiedziała się o takim rozwiązaniu i mam zamiar zapamiętać tę opinię),- universal design: projektujemy szeroko pod względem dostępności,- inclusive design: świadomie projektujemy według "sztuki".Była to odpowiedź na moje pytanie - jakie są aktualne trendy, no i faktycznie: idealna opcja to taka, która bierze pod uwagę dostępność również dla niepełnosprawnych. WCAG FTW!!!11Michał Malewicz opowiedział o Design Systemach. Poza podstawami w temacie, opowiedział też, jak "się to u nich robi", tj. w agencji Hype. Przydatne, fajne, ciekawe, ale niestety publikę stracił chyba w momencie opowiadania o bardzo technicznych sprawach, choć była to już faza Q&A.W ogóle mam wrażenie, że było jakby bardziej "płytko" pod względem wiedzy. Nie wiem co wyszło w ankietach, ale wygląda na to, że na sali miałoby zasiedzieć wielu juniorów.KejsyPo przerwie była część Case Studies. Rozpoczęły Kaja Toczyńska i Alicja Topor, opowiedziały o wdrożeniu Goodify, aplikacji, która ułatwia łączenie potrzebujących z tymi, którzy mogą pomóc. Do tego troszkę komentarza na temat projektowania (również konwersji, monetyzacji) zorientowanego na usługi osadzone w obszarze społecznym. Fajnie, składnie, ciekawie.Podczas prezentacji Magdaleny Żądkowskiej i Kamila Tyburskiego musiałem już powoli się zbierać, ale fajnie opowiadali o UX-ie na... Poczcie Polskiej. Tak!Dziękuję i do zobaczenia za rok! (?)Fotki na Onedrive.
- Miłosz Wojaczek
- 06 Jun, 2019
Polishopa 2019
Niestety, ciągle nie mam czasu napisać więcej niż paru słów o Polishopie 2019. Bardzo lubię okazjonalnie wpaść do Bydgoszczy, robię to średnio 3-4 razy w roku. Na Polishopie tym razem było mniej futurystyki, a miejsce przemysłu transportowego zajęła branża medyczna. Do tego relatywnie dobrze strawny koktajl prezentacji z naszego podwórka.Wrzucam fotki. Testuję OneDrive Albumy, więc: tutaj : )

- Miłosz Wojaczek
- 20 May, 2019
W końcu udało mi się pojechać na Joomladagen : )
Mam słabość do Holandii. Kiedyś, jeszcze na studiach i gdy rozpoczynałem pracę, uczyłem się (sam) niderlandzkiego i 2-3 lata z rzędu w okresie wakacyjnym (miałem wakacje już pracując, już wiecie kim kiedyś byłem ;) jeździłem do Utrechtu / Rotterdamu, wtedy jeszcze autobusem - podróż trwała masakryczne 14 godzin. Po tamtych eskapadach znienawidziłem podróże autobusem dłuższe niż 2 godziny.Co, gdzie, kiedy?W tym roku Joomladagen miało miejsce w Utrechcie - mieście położonym między Amsterdamem i Eindhoven. W zeszłym roku miejscówka była jeszcze lepsza, bo było to dokładnie Eindhoven, a z Gdańska są bezpośrednie i tanie loty. Za bilet w dwie strony dałem bodajże 228zł! - za to wszystko inne jest raczej drogie lub bardzo drogie, a za wygórowaną z polskiego punktu widzenia cenę otrzymujemy raczej nic rewelacyjnego - mowa głównie o gastronomii i zakupach FMCG. Nie oszczędzałem na hotelach (cena na poziomie pokoju premium+ w Gdańsku lub Warszawie) i nie żałuję decyzji. Jak już jechać, to na porządnie. Sam Utrecht wydaje się na miasto, które nie traciło czasu (od moich wyjazdów minęło 15 lat!) - naprawdę czuć tam postęp, ciekawe rozwiązania architektoniczne i bliskość biznesu i manufaktur.Nie powiem, hotel był fajnie położony (choć przy ruchliwej arterii),a wnętrze definitywnie warte swojej ceny. KonferencjaByłem na tzw. social event w piątek 17 maja i na głównej konferencji, dzień później, w sobotę. W piątek było wiele rozmów, które można nazwać "kuluarowymi" i luźniejsza atmosfera. Sobota to prawie standardowa konferencja, gdyby nie to, że odbywała się w hotelu, który z kolei był praktycznie poza miastem. Można było zatem zniknąć w pokoju albo wrócić i pokręcić się lub obejrzeć prezentację. Lokalizacja hotelu była dla mnie zaskoczeniem (o innych zaskoczeniach - poniżej). Do hotelu dojechałem autobusem, praktycznie przy hotelu była tabliczka z informacją do jakiego miasta wjeżdżamy/z jakiego wyjeżdżamy. Na szczęście 20 minut spacerkiem było do Lidla, więc raz zrobiłem większe zakupy. Dla wyobrażenia: mała woda niegazowana w barku hotelowym to wydatek rzędu 3 euro. Na stacji benzynowej znajdującej się ok. 150 metrów od hotelu - taka buteleczka to ok. 2,5 euro. W Lidlu - niecałe 1 euro (i to bardziej 59 niż 99 centów). Ogólnie zakupy w dyskoncie to świetny sposób na ceny... praktycznie jak w Polsce (!!!).Ufff, otwarte w każdą niedzielę... ZaskoczeniaKilka spraw mnie zaskoczyło, np. średnia wieku uczestników (35+), ale też międzynarodowa mieszanina gości (sporo osób z krajów anglosaskich). Kolejne zaskoczenie to fakt, że głównym językiem konferencji - przynajmniej w materiałach drukowanych i ogólnej komunikacji - nie był język angielski. Z drugiej strony - na naszym Joomla Day Poland osoba nie władająca językiem polskim nie była w stanie "załapać" więcej niż bardziej oficjalne komunikaty czy wybrane prezentacje. Jednakże, w kraju tak zapatrzonym na kulturę anglosaską (np. filmy czy seriale w telewizji holenderskiej, również publicznej, są przeważnie puszczane w oryginale, z napisami po niderlandzku) spodziewałbym się języka angielskiego jako głównego, również z przewagą prezentacji prowadzonych w tym języku.No to zaczynamy... MerytorykaPrezentacje? Obejrzałem może 3-4, m.in. dwie Briana Teemana, do tego keynote otwierający sobotę Alexandra Metzlera. Brian to szołman, więc doskonale się bawiłem. Generalnie nie spodziewałem się, że dowiem się nie wiadomo czego podczas Joomladagen, bo chodziło o podróż w strony, które kiedyś odwiedzałem za młodu, poznanie ludzi ze społeczności Joomla i mimo wszystko - odpoczynek. Śmiem twierdzić jednak, że nasze, polskie Joomla Day'e były o wiele bardziej treściwe i przekazujące praktyczną wiedzę.Niestety, po angielsku niewiele... PodsumowanieOceniam Joomladagen jako część czterodniowego wyjazdu (3 noclegi) i ogólnie było bardzo miło. Poniżej troszkę fotek. Testuję wyświetlanie galerii z OneDrive, może upłynąć chwilka, zanim pojawi się miniaturka. Moje konto na Flickerze wymaksowałem w wersji Free i aktualnie testuję rozwiązania alternatywne na publikację zdjęć z wyjazdów.