blog

kategorie wpisów

Corel X5, czyli nowa wersja mojego ulubionego pakietu
  • oprogramowanie
  • mar 1, 2010

Całkiem niedawno na stronie internetowej firmy Corel pojawiła się informacja o wydaniu najnowszej wersji flagowego produktu tej firmy, pakietu CorelDRAW, oznaczonej symbolem X5.

Oczywiście pod „polskim” adresem serwisu Corela możemy poczytać jedynie o starszej wersji (domyślny adres www.corel.com/pl trzeba zamienić na /us), co jest typowe dla naszego kraju. Jednakże, po wejściu do europejskiego Corel Store rzeczywiście możemy zakupić „X5”. O różnicach w cenie – trochę niżej. Co nowego oferuje nam Corel?

W zakładce „What’s New” prezentacji programu na amerykańskiej wersji strony internetowej wyszczególniono kilka elementów, z których dla grafika-webmastera, za którego się uważam, najważniejsze wydają się:

  • wbudowany organizer treści (ciekawa sprawa, czyżby w końcu odpowiedź na Adobe Bridge?)
  • przebudowane zarządzanie kolorem (wydaje się, że Corel troszkę bardziej zaczął szanować RGB)
  • ulepszony Corel PowerTRACE.

Osobiście postanowiłem nie ulegać zbytnio pięknym hasełkom (bo o nowościach i zmianach można poczytać o wiele więcej na amerykańskiej stronie Corela) i po prostu zabrałem się do przykładowego, prostego projektu strony internetowej. Po kilku godzinach pracy z CorelDRAW, czyli z podstawowym elementem pakietu, mogę powiedzieć, że zmiany są jak najbardziej pozytywne, jednak wprowadzono je przynajmniej o dwie edycje za późno (chętnie zobaczyłbym je już w wersji X3). Najbardziej pozytywnie zaskoczyły mnie:

  • pixel view, czyli możliwość przybliżenia projektu w taki sposób, aby widoczne były poszczególne piksele
  • (prawie) „czysty” eksport, który wciąż najlepiej udaje się z formatem GIF, a obrazki JPEG niestety tak, jak w poprzednich wersjach pakietu posiadają denerwującą obwódkę dookoła obrazu (i nie, nie chodzi mi o anty-aliasing)
  • paleta RGB raz wybrana, zostaje główną paletą projektu we wszystkich funkcjach
  • wartości heksadecymalne w definicjach kolorów.

Chciałoby się krzyknąć „w końcu!”, jednak tak różowo nie jest. Program jest dość zasobożerny i na moim sprzęcie (Athlon X2 2,9GHz, 4GB RAM, Win7 64bit) momentami dostaje czkawki podczas większych przekształceń, a przy mniej skomplikowanych opcjach daje się odczuć „ciężar” aplikacji przez odrobinę wolniejsze reakcje na kliknięcia w ikonki.

Na koniec słowo o cenach. Nie znam jeszcze oficjalnej ceny pakietu w Polsce, jednak przez amerykański Corel Store można zakupić wersję download z dwuletnim ubezpieczeniem (ok. $8) za niecałe $540 z doliczonym podatkiem. Jest to pełna wersja komercyjna, a z (miłych) doświadczeń z Corel Store wiem, że na e-mail dostajemy piękny rachuneczek, który raczej „przejdzie” ewentualną kontrolę w firmie. Nawiązuję tutaj do problemów z zakupami produktów Adobe bezpośrednio z ich sklepu z USA – w przypadku Corela nigdy o takowych problemach nie słyszałem. Kilka miesięcy temu skorzystałem wręcz z gwarancji zwrotu pieniędzy (wtedy nie spodobał mi się Paint Shop Pro X2) i nikogo nie interesowało, czy mieszkam w Polsce, w Stanach, czy w Turkmenistanie. Niestety, cena podana na stronie głównej nie zawiera VAT, i mimo możliwości skorzystania z kuponu na 10% zniżki (np. TECHBARGS10 zaczerpniętego z serwisu www.techbargains.com), wychodzi troszkę drożej niż na pierwszy rzut oka. Niemniej jednak, oferta jest ciekawa biorąc pod uwagę fakt, iż prawdziwy szok przeżyjemy klikając po Corel Store w wydaniu europejskim. Najnowszy pakiet Corela kosztuje tam przeszło 700… euro! Komentarz wydaje się zbyteczny.

Oczywiście możecie w każdej chwili samodzielnie wyrobić sobie zdanie o pakiecie Corela ściągając trial z amerykańskiej wersji strony firmy. Od siebie mogę dodać, że gromadząc w skarbonce fundusze na Photoshopa CS5 mam zamiar porządnie przetestować CorelDRAW X5 (jak równieź Xarę Xtreme 6, na którą czekam ze zniecierpliwieniem) i choć Corel raczej pozostanie w tyle za Adobe jeśli chodzi o projektowanie na potrzeby Internetu, to ja osobiście rozważę zmianę planów zakupowych. Szczególnie, że przyjemniej pracuje mi się w wersji anglojęzycznej.

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2017 Miłosz Wojaczek